Jak wywierać wpływ na własne dzieci? Co zrobić, aby to, co do nich mówimy, zostało nie tylko wykonane, ale i zaakceptowane – uznane za wartościowe i słuszne, ba, uznane wręcz za własne. Pora na rozmowę o rodzicielskim autorytecie i rodzicielskich granicach.

    

O spójności słów z czynami

Piętnastoletni Michał jest postrzegany jako osoba niekonsekwentna. Rodzice cały czas słyszą, że zawsze się spóźnia, nigdy nie robi niczego na czas, w szkole mówią o nim „Zdolny, ale leniwy”. Rodzice tłumaczą Michałowi, że w życiu warto być solidnym. „Punktualność, rzetelność – to popłaca”. Tacie nie udało się być jednak na żadnym w tym roku szkolnym zebraniu. Obiecany wspólny wyjazd z synem w góry także nie doszedł do skutku. Michał mówi, że niekonsekwencja rodziców odbiera im prawo do krytykowania jego postępowania. Rodzice uważają, że zajęci pracą zawodową zmuszeni są do rezygnacji z pewnych rzeczy. Michał nie powinien jednak rezygnować z pracy nad sobą.

Historia Michała będzie dla nas punktem wyjścia do zastanowienia się, jakimi działaniami rodzic buduje swój autorytet. Jestem przekonana, że nie jest to oderwane od tego, co rozgrywa się podczas jakiegokolwiek innego spotkania dwojga ludzi. Jak zawsze będę zachęcać do refleksji, że najważniejsze sprawy dokonują się w codzienności. Dziecko obserwuje, w jaki sposób rozwiązujemy trudności dnia codziennego, a raczej: jaką postawę w nich przejmujemy. To właśnie te ułamki zdarzeń, naszych zmagań z realnymi problemami budują ostateczny obraz rodzicielskiego autorytetu.

Dzieci podkreślają, jak ważna jest dla nich rodzicielska spójność słów i czynów. Jeżeli dorosły karze dziecko za kłamstwo, a równocześnie dziecko jest świadkiem tego, że rodzice wzajemnie się oszukują, to przekaz rodzica nie będzie dla niego budujący, nie będzie inspirujący. W praktyce – zostanie zignorowany lub wzbudzi agresję. Jeżeli rodzic nie podejmuje wysiłku rzetelności i dotrzymywania ustaleń, to nie jest wiarygodny w oczekiwaniu tego od innych. Jakie znaczenie może mieć to, czego ja sam w swoich działaniach nie respektuję? Siłą rzeczy – chyba niewielkie. W budowaniu relacji nacechowanej autorytetem spójność czynów i deklaracji będzie więc miała kluczowe znaczenie.

   

Rodzic też ma prawo do błędu

Marcin został posądzany o zachęcanie do wyśmiewania się ze szkolnej koleżanki. Tata podczas rozmowy z synem nie dopuścił go do głosu i wyznaczył dotkliwą karę. Rozmowy wychowawczyni z innymi uczniami z klasy zmieniły obraz sytuacji – Marcin został niesprawiedliwie oskarżony przez prawdziwego sprawcę problemu. Tata przeprosił Marcina za to, że nie pozwolił mu przedstawić swoich racji i pospiesznie uwierzył w jego winę.

Czy błąd rodzica niszczy autorytet? Oczywiście, że nie, a wręcz, jeżeli rodzic potrafi się do tego błędu przyznać, ten autorytet buduje. Dorosły, który pokonuje swoje błędy (nazywa je i uczy się na nich), jest w swoim przekazie prawdziwy i dojrzały. Mówiąc „przepraszam”, modeluje zachowania, które pomagają odnaleźć się w zawiłościach ludzkich relacji. Dziecko w drodze do dorosłości jeszcze z niejednego błędu będzie musiało umieć się wykaraskać i niejeden własny błąd ocenić krytycznie.

„Przepraszam” jest także słowem pojednania i serdeczności, sprzyja budowaniu więzi pomiędzy dzieckiem a rodzicem, co ma ogromne znaczenie w procesie wywierania wpływu. Dziecko poddaje się konkretnym działaniom, ponieważ ufa rodzicowi i jeszcze po prostu go lubi. Sympatia, która współtworzy rodzicielski autorytet, umożliwia potomkowi otwarte mówienie o swoich wątpliwościach i kłopotach. Rodzicielskie „przepraszam”, wypowiedziane wtedy, gdy jest to potrzebne, buduje sympatię. I na pewno dodaje dziecku odwagi do przeprosin, gdy wina stoi po jego stronie.

  

Rodzicielski autorytet a stawianie granic

W moim myśleniu o autorytecie pojawia się także myślenie o stawianych dziecku granicach. Czasami dzieci bez trudności akceptują wyznaczane przez rodziców granice, czasami wyznaczane granice są przyczyną oporu, w tym demonstracyjnego ignorowania. Jaki jest związek pomiędzy rodzicielskim autorytetem a granicami? Co sprzyja wyznaczaniu dobrych granic?

Szesnastoletnia Ania pojedzie razem z koleżankami na weekend w Tatry. Rodzice nastolatki przemierzyli z nią wiele górskich szlaków, przekazali jej dużo informacji o górach. Są pewni, że Ania zachowa się rozsądnie. Zobowiązali córkę do stałego kontaktu telefonicznego i sprawdzili miejsce, w którym będzie nocować. Znają przyjaciół Ani i ich rodziców. Ania chciałaby także w czasie wakacji wyjechać za granicę – przeciwko temu wyjazdowi Ani rodzice zaprotestowali. Nie wyrażają na to zgody. Mówią, że ich córka nie jest do takiej podróży przygotowana. Na pewno poczekają do jej pełnoletniości.

Stawianie granic warto rozpatrzyć w kontekście i wieku dziecka, i relacji, jaką z nim mamy. Ograniczenia powinny być dostosowane do wieku dziecka, czyli, mówiąc precyzyjniej, obszar wolności, jakim obdarzamy dziecko, powinien uwzględniać jego możliwości. Dziecko musi umieć bezpiecznie swoją wolność udźwignąć. Często intuicyjnie trafnie ten obszar określamy, na przykład przedszkolakom proponujemy, aby wybrały sobie rodzaj kredek, który zostanie kupiony na rozpoczęcie przedszkola, a nie oddajemy im decyzyjności w sprawie wyjazdu na wakacje. Ale już w przypadku nastolatka z gimnazjum rozmowa na ten temat nie jest wykluczona. Czasami obarczamy dziecko nadmierną odpowiedzialnością, uzależniając na przykład od jego gotowości do przeprowadzki kwestię zamiany mieszkania.

Nadmiar wolności wcale nie jest tym, czego dziecko pożąda najbardziej. Trudności wychowawcze często są osadzone w niezaspokojonej dziecięcej potrzebie doświadczenia ładu, granic i uporządkowania, które powinno być wnoszone przez osoby dorosłe. Jednak nie wolno zapominać, że obszar wolności musi być powiększany. Tak jak rośnie dziecko, tak powinna poszerzać się strefa jego autonomii, a więc także i działań, za które ponosi ono odpowiedzialność i których konsekwencje na siebie przyjmuje. Rodzice Ani mają świadomość, że poszerzanie granic jest procesem. Aktywnie przygotowali córkę do poradzenia sobie w nowej sytuacji, w tym przypadku – samodzielnego wyjazdu w góry. Utrzymują jednak właściwe ograniczenia – nie wyrażą zgodny na to, na co Ania nie jest gotowa.

W relacjach nacechowanych autorytetem granice nie są problemem – dziecko akceptuje, że dorosły podejmuje takie, a nie inne działania, ufa mu, rozumie, że pewne ograniczenia są uzasadnione. Tym samym granice wykorzystywane spokojnie i z uwzględnieniem możliwości dziecka stają się narzędziem w budowaniu relacji opartej na szacunku i więzi, a więc relacji autorytetu. Przeciwko takim granicom dziecko nie oporuje – czuje się w nich bezpiecznie i przyjmuje je spokojnie.

  

Jak poszerzać granice dziecka

A jak w praktyce poszerzać granice dziecka, czyli bezpiecznie dojść do miejsca, w którym dziecko stanie się autonomicznym dorosłym i samo będzie stawiać sobie ograniczenia?

Małgosia chciała zarządzać pieniędzmi, które otrzymuje w ramach kieszonkowego. Myślała o kupieniu kolejnego dodatku do popularnej gry komputerowej. Rodzice skorygowali jednak plany córki. W rozmowie z Małgosią ustalili, jakie jeszcze inne rzeczy byłyby dla niej ważne. Ostatecznie powstała lista trzech propozycji, które podobają się i Małgosi, i rodzicom. To właśnie spośród nich dziewczynka dokona ostatecznego wyboru.

Przykład Małgosi pokazuje, na czym polega poszerzanie granic. Rodzice określają obszar, w którym córka utrzymuje swoją decyzyjność. Ona ma poczucie, że w ważnych ustaleniach jej głos jest ważny – rodzice pytają się przecież, na co chciałaby przeznaczyć pieniądze. Ale rodzice dają sobie także prawo do zdroworozsądkowego skorygowania planów dziecka. Wiedzą, że jako dwunastolatka Małgosia może mieć różne, czasami zaskakujące pomysły. Nie jest to dla nich problem – są przekonani, że to sytuacja, którą da się uporządkować. I spokojnie ją porządkują. Rodzice Małgosi są aktywną stroną na ścieżce jej dorastania. Unikają stawiania granic na zasadzie „Nie, bo nie”. Stawiają raczej na współdecydowanie i refleksję.

Pokojowe wypracowanie z własnym dzieckiem takich rozwiązań wymaga podwaliny w postaci więzi i szacunku. W tym znaczeniu warto pamiętać o zależności pomiędzy autorytetem a granicami. Pojęcie rodzicielskiego autorytetu jest pojęciem szerszym, ale osadzenie myślenia o granicach właśnie w takim szerokim kontekście zwiększa naszą szansę na rodzicielską skuteczność. 

  

Magdalena Bucior

Psycholog, oligofrenopedagog, nauczyciel dyplomowany z 20-letnim stażem pracy na łącznie trzech etapach edukacyjnych: nauczania przedszkolnego i wczesnoszkolnego, klas IV—VI oraz gimnazjum. Współtworzy i realizuje programy wychowawcze i programy profilaktyki. Realizuje warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców i nauczycieli szkół i przedszkoli. Specjalizuje się w poradnictwie psychologicznym oraz we wspieraniu rozwoju intelektualnego i psychospołecznego dzieci z niepełnosprawnością.